Gość Gość gosc kujawy Napisano 23 godziny temu Zgłoszenie Share Napisano 23 godziny temu Podniesli cos obrana? Jakie ceny macie! Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Gość Karol Napisano 2 godziny temu Zgłoszenie Share Napisano 2 godziny temu W dniu 1.02.2026 o 19:27, Włodzimierz napisał: Witam, Panowie i Panie, zanim wszyscy postawimy krzyżyk na zimówce, warto na chwilę zejść z emocji na fakty. Jak tylko zrobi się odwilż, najprostszy test to wykopać po kilka roślin z każdej odmiany, zabrać do domu, do ciepła i po kilku dniach będzie jasne, czy stożek żyje, czy nie. W polu teraz niczego rzetelnie nie ocenimy, a żadne zabiegi i tak już nie pomogą. Jedyne, co możemy zrobić, to sprawdzić rzeczywistą kondycję i na tej podstawie podejmować decyzje. Nie ma co się oszukiwać silne przemarzanie ograniczy plon z hektara i prawdopodobnie opóźni termin zbioru, o ile w ogóle będzie co zbierać. Ale to nie znaczy, że wszystko jest dziś przesądzone. Zimówka nie jest jednorodna, dużo zależy od stanowiska, fazy przed zimą i lokalnych warunków. Prawdziwy obraz wyjdzie dopiero po ruszeniu wegetacji. Jeśli spojrzeć szerzej, to obecna sytuacja dobrze wpisuje się w coś, co w rolnictwie powtarza się cyklicznie. Żeby zrobić krok do przodu, bardzo często trzeba najpierw zrobić krok wstecz. Przez ostatnie lata w polskim rolnictwie było po prostu zbyt dobrze i widać tego skutki. Ceny ziemi, dzierżaw, maszyn, nawozów i środków produkcji poszły dużo szybciej niż realna opłacalność gospodarstw. Wielu z nas wpadło w pułapkę pogoni za wolumenem, licząc, że jakoś to się zawsze spina. Dobrym przykładem są ostatnie przetargi KOWR pod Inowrocławiem, gdzie czynsze dzierżawne dochodziły do poziomu odpowiadającego 6 tonom pszenicy z hektara, a w skrajnych przypadkach nawet 11 tonom. To pokazuje, że bardzo często to my sami, rolnicy, wypruwamy sobie flaki spiralą kosztów. Najpierw drogo kupujemy albo dzierżawimy ziemię, potem dokładamy do tego zbyt duże maszyny i ciągniki w stosunku do areału, a na końcu próbujemy ratować rachunek ilością. Siejemy jak najwięcej, produkujemy jak najwięcej, a później sprzedajemy płody poniżej realnych kosztów produkcji. Tego błędnego koła nie da się kręcić w nieskończoność. Rynek prędzej czy później zawsze wymusza korektę. Dla poprawy dochodów gospodarstw nie potrzeba rekordowych plonów, tylko mniejszej podaży i lepszej relacji ceny do kosztów. Mniejszy wolumen często działa zdrowiej niż produkcja na siłę, bo stabilizuje ceny, ogranicza import zapychający rynek i w dłuższej perspektywie studzi spiralę kosztów. W cebuli widać to szczególnie mocno, bo to uprawa o jednych z największych wahań cenowych. Nie bez powodu od lat mówi się, że to roślina dla rolników-hazardzistów i coś w tym jest. U mnie zasiewy zimówki były podobne jak rok wcześniej i nawet przy scenariuszu, że 40 procent wypadnie, a reszta da plon mniejszy o kolejne 30 procent, wolumen robi się ponad połowę niższy. To już może mieć realny wpływ na rynek, zwłaszcza że w nowe żniwa możemy wejść z dość dużymi zapasami z przechowalni. Często bywa tak, że jeśli zimowa i dymka zduszą cenę na początku sezonu, to później bardzo trudno odbić na siewce wiosennej. Dlatego mniejszy wolumen na starcie wcale nie musi być złą informacją na dalszą część sezonu. Warto też spojrzeć, gdzie dziś realnie są perspektywy rozwoju. Segment rolnictwa ekologicznego i bio rośnie z roku na rok i to nie jest marketing, tylko fakt. To obszar, w którym nadal jest miejsce na zwiększanie udziału w rynku i uzyskiwanie lepszych cen, zwłaszcza przy mniejszym wolumenie. Być może część gospodarstw zamiast uparcie szukać szczęścia w monokulturach albo siać to, co było drogie w zeszłym sezonie, powinna rozważyć stopniowe przekwalifikowanie produkcji. Ilością nie wygramy z dumpingową żywnością z Mercosur czy Ukrainy, ale jakością, brakiem pozostałości MRL i kontrolą produkcji już tak. Nie piszę tego jako recepty dla wszystkich ani rozwiązania na już. Raczej jako zachętę do refleksji, czy zawsze musimy produkować więcej, czy może czasem lepiej produkować mądrzej. Rolnictwo to gra cykli, korekt i decyzji podejmowanych z wyprzedzeniem. Czasem to, co dziś wygląda jak katastrofa w produkcji, kończy się późniejszą stabilizacją albo nawet sensownym zyskiem. W tym kontekście warto też nawiązać do pomysłów, które pojawiły się w innym wątku objętym ankietą, czyli systemu 112 i Farm Fair. To pokazuje, że coraz więcej osób zaczyna myśleć nie tylko o tym, ile wyprodukować, ale jak sprzedawać mądrzej i uczciwiej. Skracanie łańcucha dostaw, większa przejrzystość rynku, jasne zasady jakości i ceny oderwane od chwilowych spekulacji to kierunek, który może realnie wzmocnić pozycję producenta. To oczywiście nie rozwiąże wszystkich problemów z dnia na dzień, ale bez takich inicjatyw dalej będziemy skazani na grę na cudzych warunkach. Jeśli chcemy mieć wpływ na rynek, to musimy go współtworzyć, a nie tylko reagować na to, co zrobią pośrednicy czy import. Jestem ciekaw, jak Wy to widzicie u siebie w gospodarstwach. Pozdro Włodek weź na przyszłość się tak nie rozpisuj...bo trochę racji masz, trochę nie...a szkoda naszego czasu pozdro Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Gość Barbaro Napisano 1 godzinę temu Zgłoszenie Share Napisano 1 godzinę temu Lipno 1.3 netto Cytuj Odnośnik do komentarza Udostępnij na innych stronach More sharing options...
Rekomendowane odpowiedzi
Dołącz do dyskusji
Publikujesz jako gość. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.
Uwaga: Twój wpis zanim będzie widoczny, będzie wymagał zatwierdzenia moderatora.