Premier nie przyjął delegacji rolników. Będzie okupacja KPRM? Zielone miasteczko stanie w Warszawie
Walczymy o to, żeby być gospodarzami, a nie parobkami - to chyba najczęściej powtarzająca się opinia podczas dzielniejszego protestu rolników. Nie będzie to łatwe. Jak poinformowali organizatorzy protestu premier Donald Tusk nie spotkał się z delegacją protestujących rolników. Członkowie delegacji podjęli decyzję o pozostaniu w budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, co oznacza okupację budynku.
- Nie mamy wycia, choć pogoda nie sprzyja, będziemy solidarni z naszymi przedstawicielami i rozstawimy zielone miasteczko - zapowiedzieli organizatorzy protestu.
Protestujący przypomnieli, że tak naprawdę to nie chodzi tylko o umowę UE-Mercosur. Problemów jest znacznie więcej.
- To nie jest tyko kwestia Mercosuru, to także przede wszystkim kwestia e kwestia Zielonego Ładu.

Postulaty, które zostały przedstawione premierowi podczas wcześniejszego spotkania z premierem Tuskiem - mówili protestujący rolnicy.
- Mówiliśmy, ze potrzebne jest oddłużenie rolnictwa, które nie z własnej winy popadło w kłopoty finansowe - żeby odbudować gospodarstwa trzeba je oddłużyć. Potrzebny jest także pion kredytowy dla rolników jak na zachodzie - kredyty na ponad 20 lat, rozliczane i przechodzące z pokolenia na pokolenie.

Ale nic z tych postulatów przez dwa lata nie zostało zrobione.
Sławomir Izdebski z OPZZ Rolników Indywidualnych stwierdził, że zatwierdzona dziś umowa UE-Mercosur spowoduje bankructwo, upadek rolnictwa w Polsce i w Europie.
- Jeżeli teraz tego nie zahamujemy, kolejne pokolenia nam tego nie wybaczą. To jest przełomowy moment w historii świata - daje.
Na prowizoryczną scenę przd Kancelarią Prezesa Rady Manistów weszli przedstawiciele wielu organizacji.
- Nie do takiej unii wchodziliśmy - mówił jeden z rolników z województwa łódzkiego, który do Warszawy przyjechał traktorem i... nie wjechał do miasta. - Nie wpuścili nas do Warszawy, bo bali się rolników. Szliśmy drogą policja nas pilnowała i nie dała odejśc nawet za potrzebą. Jak tak może być w wolnej Polsce?

Przedstawiciel górników, którzy także przyjechali do do Warszawy, nawołując do zjednoczenia wszystkich protestujących powiedział wiele gorzkich słów.
- Na ten kraj nie spadła żadna bomba od 1990 roku - mówił przedstawiciel górników. - A co się stało? Nie mamy przemysłu lekkiego, nie mamy stoczni, rybołówstwa, dorzynają hiuty, zabijają ostatnie kopalnie, a ostatnią grupą do zarżnięcia są rolnicy.
Jak powiedział, z informacji, które mają górnicy i energetycy wnika, że rząd zamierza przeznaczyć na ,,zieloną transformację energetyczną'' 3,5 biliona złotych do 2040 zł.
- To tyle, ile wystarczyło by dla 15 milionów gospodarstw domowych w Polsce na 33 lata po 500 zł miesięcznie - mówił. - A jak jest pochmurny dzień i słaby wiatr, to te zabaweczki dają 2% energii. Musimy się łączyć i zatrzymać to szaleństwo.
Po godzinie 15 odbyła się konferencja prasowa premiera Donalda Tuska.
- To nie była demonstracja przeciwko rządowi - powiedział na konferencji prasowej premier Tusk. - Tak naprawdę interesy rolników są w dużej części zabezpieczone. Nie rozumiem dlaczego KPRM jest miejscem gdzie się ten protest odbywa. Ja swoje zadanie wykonałem. Rząd Polski głosował przeciw.
Zdaniem Donalda Tuska, manifestacja była mniejsza niż się spodziewał. Na pytania, czy spotka się z rolnikami - premier Tusk nie odpowiedział.
foto: zrzuty ekrany, Platforma X.
0 komentarze