Przedsiębiorca poniósł straty wycenione na około 60 tysięcy złotych, a do tej pory nie ustalono, kto pierwszy wstawił takie ogłoszenie na media społecznościowe. Dość jednak powiedzieć, że nadal takie posty można znaleźć na Facebooku i to w całkiem sporych ilościach.
W postach dominuje informacja, że ziemniaki można zabierać za darmo, bo skup odmówił ich przyjęcia. Okazało się, że po ziemniaki przyjechali ludzie z torbami, a nawet z pustymi przyczepami. Tymczasem nie jest to prawdą.
Jak podał Polsat, ziemniaki należały do przedsiębiorcy, współwłaściciela tego pola i lokalnej gorzelni. Ziemniaki były przez niego kupione i zapłacone. Według przedsiębiorcy to, co działo się na polu, to nie było rozdawnictwo, lecz kradzież.
- Mam nadzieję, że społeczeństwo się opamięta, zreflektuje i że ten pan, który napisał ten fake news, też to w jakiś sposób wyprostuje i zrobi jakiś apel - zaznaczył właściciel ziemniaków.
Gdy zaczęto głośno mówić, że to nie były ziemniaki do wzięcia - niektórzy zaczęli zwracać ziemniaki. Przedsiębiorca ma nadzieję, że takich zwrotów będzie więcej, bo w przeciwnym wypadku nie wyklucza, że zawiadomi prokuraturę.
Tymczasem w mediach społecznościowych nadal podawane są fałszywe informacje w tej sprawie.




