Wskaźnik koniunktury w rolnictwie (IRGAGR), liczony przez Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH na próbie blisko 2400 gospodarstw, spadł w I kwartale 2026 roku do −26,9 pkt — o 12,6 pkt w ciągu jednego kwartału. Głównym ciężarem pozostają nożyce cenowe: koszty produkcji poszły w górę, ceny skupu w dół, a cena pszenicy była o około 11 proc. niższa rok do roku.
- Trwa kryzys w rolnictwie, największy od czasów transformacji. Punktem zwrotnym był wybuch wojny w Ukrainie - mówi dr Aleksandra Bilewicz z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN. - Ceny nawozów i gazu, kluczowego przy produkcji nawozów azotowych, poszły ostro w górę, a ceny skupu spadły. Co trzeci rolnik ma dziś problem z płynnością finansową.
Równolegle rośnie rozjazd między ceną w sklepie a tym, co zostaje w gospodarstwie. Z szacunków Wielkopolskiej Izby Rolniczej wynika, że z każdej złotówki wydanej na żywność do rolnika trafia średnio 12 groszy — reszta zostaje w przetwórstwie i handlu. Rolnik ponosi koszt drożejącej produkcji, ale nie kontroluje ceny, po jakiej sprzedaje.
- Rolnicy są słabo zorganizowani, więc łatwiej narzucić im niską cenę niż producentom z krajów, gdzie spółdzielczość jest silna - zaznacza Bilewicz. - Wyjściem jest odbudowa spółdzielczości i alternatywnych sieci dystrybucji oraz sojusz rolników z konsumentami, których interesy wcale nie są sprzeczne.
Kryzys nakłada się na trwającą od lat przebudowę struktury gospodarstw. Według spisów rolnych między 2010 a 2020 rokiem ubyło 13 proc. gospodarstw, a około połowa z tych, które zostały, nie przekracza 5 hektarów. Bilewicz zwraca uwagę na paradoks: to nowoczesne, wyspecjalizowane gospodarstwa — najmocniej zadłużone i nastawione na jeden kierunek produkcji — są najbardziej wystawione na wahania cen. Mniejsze, dywersyfikujące źródła dochodu, znoszą dekoniunkturę łagodniej.
źródło: IRG SGH, IRWiR PAN, Wielkopolska Izba Rolnicza, GUS




