Ogłoszenie dotyczy dużej fermy w Groß Kordshagen w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, utrzymującej około 650 krów oraz 600 cieląt i jałówek. Pracodawca oferuje wynagrodzenie od 2700 do 3500 euro brutto miesięcznie, czyli mniej więcej od 11,7 do 15,2 tys. zł. Do tego dochodzi zakwaterowanie za około 200 euro miesięcznie — z kuchnią, łazienką i internetem. Zakres obowiązków to samodzielne dojenie około 500 krów, sortowanie stada, czyszczenie obory, kąpiele racic, monitoring zdrowia zwierząt i badanie mleka.
Wymagania są standardowe dla tego typu pracy: doświadczenie w obsłudze bydła, podstawowa znajomość niemieckiego i bezwzględna trzeźwość w godzinach pracy. Uwagę zwraca jeden punkt na liście rzeczy do zabrania ze sobą — własna pościel. Praca ma charakter stały, z rozpoczęciem od zaraz.
Dla polskich pracowników obór różnica jest odczuwalna. Krajowe stawki przy bydle mlecznym mieszczą się zwykle w przedziale od 4 do niespełna 10 tys. zł brutto, więc niemiecka oferta plasuje się o kilkadziesiąt procent wyżej. Przy malejących cenach skupu mleka polskie gospodarstwa coraz trudniej konkurują o pracownika z fermami zza Odry.
Tło rynkowe nie ułatwia sprawy. Według danych GUS w kwietniu 2026 r. średnia cena skupu mleka w Polsce wyniosła 1,83 zł/l (182,64 zł/hl) i utrzymała się na poziomie sprzed miesiąca. Najwięcej płacono w Podlaskiem — 1,99 zł/l, najmniej w Łódzkiem — 1,70 zł/l. Analitycy spodziewają się, że w drugiej połowie 2026 r. ceny skupu pozostaną niższe niż rok wcześniej, od 2 do nawet 16% r/r.
Pojedyncze ogłoszenie nie zmienia rynku, ale dobrze pokazuje kierunek presji. Niskie ceny skupu ograniczają to, ile polski hodowca może zaproponować za pracę przy stadzie, a gospodarstwa za zachodnią granicą sięgają po tę samą kadrę z portfelem grubszym o euro.
źródło: GUS




