Na przełomie maja i czerwca rynek rzepaku wszedł w fazę względnej stabilizacji. Ceny netto skupu wahają się w przedziale 2050–2200 zł/t, a dla dostaw w terminach lipiec–wrzesień w wielu punktach przekraczają 2200 zł/t. W ostatnich dniach część ofert podniesiono o 20–50 zł/t.
Mocne notowania to po części odbicie sytuacji na rynkach światowych — rzepak na paryskiej giełdzie MATIF, która wyznacza punkt odniesienia dla polskiego skupu, utrzymuje się wysoko. Krajowe ceny idą tym śladem.
Problem w tym, że tegoroczny sezon mocno przerzedził plantacje. GUS ocenia, że w wyniku przymrozków około 100 tys. ha rzepaku trzeba było przeorać, co przekłada się na spadek zbiorów rzędu 10 proc. Wiele pól, które przetrwały, ma niską obsadę roślin i jest słabo rozwiniętych po suchej wiośnie.
Dla producentów oznacza to trudną arytmetykę. Cena bliska 2200 zł/t wygląda atrakcyjnie na tle ostatniego roku, ale przy niższym plonie z hektara przychód z pola może być niższy niż w sezonie z gorszą ceną, lecz wyższymi zbiorami. Stąd ostrożność przy kontraktach terminowych — rolnicy obawiają się, że zadeklarują tonaż, którego susza nie pozwoli dostarczyć.
Do żniw rzepaku ozimego zostało kilka tygodni. Dopiero one pokażą, na ile szacunki strat się potwierdzą i czy niższa krajowa podaż utrzyma ceny na obecnym, wysokim poziomie.
źródło: GUS, MATIF




