Według Związku Sadowników RP na rynku trwa proceder przesypywania importowanych czereśni do opakowań sugerujących polskie pochodzenie. Dla kupującego to wprowadzenie w błąd, a dla przepisów o znakowaniu żywności — naruszenie. Problem narasta w szczycie krajowego sezonu, gdy import konkuruje ceną z pierwszymi owocami z polskich sadów.
Organizacja zwróciła się do odpowiednich służb o pilne kontrole. Chodzi nie tylko o samo oznaczenie pochodzenia, ale i o pozostałości środków ochrony roślin — zwłaszcza w czereśniach sprowadzanych spoza Unii Europejskiej, gdzie obowiązują inne reżimy stosowania pestycydów. Prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski pozostaje w kontakcie z ministrem rolnictwa Stefanem Krajewskim; obie strony zapowiadają wspólne działania ograniczające ten proceder.
Proceder uderza w sadowników dokładnie wtedy, gdy na rynek wchodzą krajowe czereśnie. Według czerwcowych notowań hurtowych owoce wyceniano w przedziale 15-30 zł/kg, w zależności od centrum dystrybucji i jakości. Tańszy import — głównie z Serbii, Grecji i Hiszpanii, okresowo także z Turcji — zbija te stawki, a gdy jeszcze trafia na półkę pod metką „polskie", odbiera krajowym owocom premię za pochodzenie.
Chcesz sprzedać lub kupić czereśnie? Zachęcamy do dodania ogłoszenia w naszej Giełdzie Czereśni.
To nie pierwszy taki przypadek. Identyczny mechanizm od lat powtarza się przy truskawkach, gdzie importowany owoc bywa sprzedawany jako krajowy. Dla sadownika stawką jest nie tylko bieżąca cena, ale i zaufanie konsumenta do oznaczenia „polskie" — kapitału, który po podszyciu się importu trudno odbudować.
źródło: Związek Sadowników RP




