Przy głodowych cenach w krajowym skupie — od porzeczki po zboża — rolnicy od miesięcy pytają o towar, który wjeżdża do Polski z zagranicy taniej i, ich zdaniem, bez tych samych rygorów. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, za pośrednictwem izb rolniczych, wyłożyło zasady kontroli płodów rolnych sprowadzanych do kraju.
Kontrole na granicy prowadzą wyspecjalizowane inspekcje w oparciu o unijne rozporządzenie 2017/625 o kontrolach urzędowych. Sprawdzana jest dokumentacja, tożsamość przesyłki i sam towar — z poborem prób do badań laboratoryjnych. Żywność pochodzenia roślinnego kontroluje inspekcja sanitarna, produkty zwierzęce — weterynaryjna, zdrowie roślin — PIORIN, a jakość handlową produktów spoza UE — IJHARS.
Towar spoza Unii trafia do obrotu dopiero po kontroli jakości handlowej, a partię z niedozwoloną pozostałością można zatrzymać. Resort przypomina, że produkty spożywcze zawierające substancje wycofane z unijnego rynku można blokować już na etapie wprowadzania do obrotu.
Narzędziem, po które sięgnięto wiosną, jest rozporządzenie Ministra Zdrowia z 30 kwietnia 2026 r. Wprowadza ono zasadę zerowej tolerancji — braku wykrywalnych pozostałości — dla czterech substancji: tiofanatu metylowego, karbendazymu, benomylu i glufosynatu. To standard, który przy kontroli importu ma odsiewać partie z niedozwoloną chemią.
Osobny front to produkty z Ukrainy. W tym roku zaplanowano sfinansowanie badań dodatkowych 1800 prób pobranych z rolno-spożywczych towarów z tego kierunku pod kątem pozostałości środków ochrony roślin. Dla krajowych producentów owoców miękkich, którzy przy zapchanym rynku walczą o każdą złotówkę w skupie, pytanie o rygory wobec importu jest pytaniem o uczciwą konkurencję.
źródło: MRiRW, KRIR




