Blokada ruszyła w poniedziałek 22 czerwca na węźle Gardno, na odcinku S3 między Szczecinem a Pyrzycami. Ciągniki zajęły oba pasy, w obu kierunkach. Organizatorzy zapowiadają, że protest ma charakter bezterminowy i całodobowy — utrzymywany 24 godziny na dobę, dopóki rolnicy nie doczekają się realnej rozmowy z rządem.
Termin nie jest przypadkowy. S3 to główny korytarz dojazdowy nad Bałtyk, a blokada wypada u progu wakacji, gdy trasą przejeżdżają tysiące jadących nad morze. Rolnicy świadomie wybrali punkt, którego nie da się zignorować.
- Możemy wjechać na S3, bo są niezałatwione sprawy. To nie jest tak, że my chcemy protestować, tylko że nie ma innej możliwości nagłośnienia naszego problemu - mówi Adam Walterowicz, przewodniczący Wojewódzkiego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych w Szczecinie. - Cały czas rozmawiamy z rządem, próbujemy załatwić sprawy, nic nie jest załatwione. Rynek jest dalej zniszczony.
Lista postulatów pokrywa się z hasłami, które wracają na drogach od ponad dwóch lat: zablokowanie napływu taniej żywności z Ukrainy i krajów Mercosuru, przywrócenie opłacalności produkcji oraz ograniczenie biurokracji. Rolnicy nie domagają się nowych obietnic, lecz egzekucji tych, które już padły.
Część protestujących stawia też żądania personalne — dymisji ministra rolnictwa i przyjazdu premiera na miejsce blokady. Organizatorzy podkreślają, że ciągniki nie zjadą z trasy, dopóki rozmowa nie nabierze realnego charakteru.
To kolejna odsłona protestów na S3 w tym regionie. Pomorze Zachodnie, z dużym udziałem towarowych gospodarstw zbożowych i rzepakowych, należy do obszarów najmocniej odczuwających presję importu i niskich cen skupu. Poprzednie blokady kończyły się deklaracjami, po których — zdaniem organizatorów — niewiele się zmieniło.
źródło: Wojewódzki Związek Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych w Szczecinie




