Podwyżka to kontynuacja mechanizmu uruchomionego rok wcześniej. Dodatkowa opłata celna dla nawozów azotowych ma docelowo dojść do 315 euro za tonę, a dla wieloskładnikowych do 430 euro za tonę — poziom, który praktycznie zamyka unijny rynek na towar z Rosji i Białorusi. Import mocznika, jeszcze rok temu przekraczający 1 mln ton, stopniał do niespełna 64 tys. ton.
Odcięcie taniego wschodniego surowca grozi jednak wzrostem cen dla rolników. Dlatego Komisja Europejska zagrała dwutorowo: w tym samym czasie czasowo zniosła cła na część nawozów i amoniaku z pozostałych państw trzecich, żeby zwiększyć podaż i przygasić presję cenową na unijnym rynku.
Polska należy do największych odbiorców nawozów w Unii, a wschodni kierunek był tu przez lata najtańszą bazą surowcową. Wyższe cła mają wspierać unijną, w tym krajową, produkcję, ale w krótkim terminie podnoszą koszt wejścia w sezon nawozowy. Rolnicy patrzą na to głównie przez pryzmat jesiennego nawożenia ozimin.
Dla polskiego gospodarstwa liczy się wypadkowa dwóch ruchów Brukseli — droższy kierunek wschodni, ale tańszy dostęp do surowca skądinąd. Czy przełoży się to na niższe ceny w krajowych hurtowniach przed jesienią, pokażą najbliższe tygodnie.
źródło: Komisja Europejska




