Umowę sprzedaje się jako szansę na większy eksport unijnej żywności, lepszą współpracę w przepisach i ochronę znaków regionalnych. Brzmi dobrze, ale to na razie obietnice — ich wartość okaże się dopiero po latach i tylko wtedy, gdy ktoś dopilnuje egzekwowania. Konkret jest jeden i widać go od razu: zamiast nowego rynku zbytu wrażliwe sektory dostają kolejny kontyngent na tani import — 35 tys. ton miodu z Meksyku.
- Szczególny niepokój budzi dodatkowy kontyngent taryfowy na meksykański miód, zważywszy na skumulowany efekt kolejnych koncesji handlowych dla i tak osłabionego unijnego sektora pszczelarskiego - podkreślają Copa i Cogeca. - Wzywamy Komisję Europejską i władze Meksyku do zapewnienia skutecznej ochrony oznaczeń geograficznych oraz ścisłego monitorowania kontyngentów i ich skumulowanego wpływu na wrażliwe sektory rolne.
Ten kontyngent nie bierze się znikąd. Dokłada się do wcześniejszych ustępstw, a najmocniej oberwą pasieki — w tym polskie. Na własne podwórko dostają kolejną falę tańszego surowca, a wraz z nią presję na ceny w skupie. Decyzję podjęto w Strasburgu, ale rachunek zapłacą konkretni pszczelarze. Trudno o bardziej krótkowzroczny ruch.
Nawet Copa-Cogeca zaznacza, że o wartości umowy nie zdecydują możliwości na papierze, lecz realny dostęp do rynku, uczciwa konkurencja i pilnowanie zobowiązań. Póki eksportowy potencjał zostaje obietnicą na przyszłość, koszt jest już policzony — i pierwsze odczują go polskie pasieki.
źródło: Copa-Cogeca, Parlament Europejski




