Parlament Europejski przyjął reformę wzmacniającą pozycję rolnika w łańcuchu dostaw stosunkiem głosów 560 do 75, przy 25 wstrzymujących się. Sercem zmiany jest obowiązek zawierania pisemnych umów między rolnikiem a kupującym — z ceną powiązaną z kosztami produkcji, inflacją i sytuacją rynkową. Sprzedaż zboża, mleka czy warzyw ma się coraz częściej opierać na jasno spisanych warunkach, a nie na ustnej zmowie z odbiorcą.
Od obowiązku przewidziano wyjątek dla najmniejszych transakcji. Próg zwolnienia z pisemnej umowy ustalono na 4 tys. euro — około 17 tys. zł — niżej, niż pierwotnie proponowała Komisja. Państwa członkowskie mają też wyznaczać i publikować wskaźniki referencyjne, do których kontrakty będą się odwoływać.
Druga noga reformy to uporządkowanie haseł, które dotąd były czystym marketingiem. Określeń takich jak „uczciwa cena" czy „krótki łańcuch dostaw" będzie można używać tylko po spełnieniu konkretnych warunków — w niektórych przypadkach za zgodą rolników lub ich organizacji. Reforma wzmacnia też pozycję negocjacyjną organizacji producentów i wprowadza obowiązkową mediację w sporach z kupującymi.
I tu zaczyna się część, której w komunikatach o „uczciwych cenach" słychać mniej. Branża ostrzega, że administracyjne wymuszanie „uczciwych" cen grozi oderwaniem unijnego rynku od cen światowych — utrudni eksport, a jednocześnie zwiększy presję importu z Ukrainy i Mercosuru. Cena liczona od kosztów produkcji w Brukseli wygląda dobrze; zapłaci ją ten, kto musi sprzedać zboże konkurujące z tańszym towarem zza wschodniej i zamorskiej granicy.
To także papierkowa robota dosypana gospodarstwu, które i tak tonie w formularzach. Decyzja zapadła w Parlamencie Europejskim, ale jej koszt — czas na umowy, mediacje, dokumentowanie — poniesie konkretny rolnik przy żniwnym skupie. Na razie to porozumienie wstępne: by przepisy weszły w życie, musi je jeszcze zatwierdzić Rada UE.
źródło: Parlament Europejski




