Dierengezondheidszorg Vlaanderen (DGZ), flamandzka służba zdrowia zwierząt, potwierdziła 3 sierpnia 2026 r. pierwsze w Belgii wykrycie nowego parwowirusa u świni. Materiał pochodził ze śledziony prosiaka przysłanego do sekcji, wynik dała metoda PathoSense. Do DGZ trafia coraz więcej zgłoszeń od flamandzkich lekarzy weterynarii i najczęściej opisują one prosięta z wytrzeszczem oraz utratą kondycji.
- Najbardziej rzucające się w oczy objawy to powiększone lub wypukłe gałki oczne, zez, zaczerwienienie skóry i utrata włosa - podaje DGZ. - Choroba nie prowadzi do padnięć i ustępuje samoistnie po kilku tygodniach.
Sam wytrzeszcz trzyma się co najmniej cztery tygodnie. Chorują najmłodsze prosięta, w pierwszych czterech tygodniach życia.
Wirusa opisali w sierpniowym numerze „Emerging Infectious Diseases" badacze z Royal GD w Deventer, Uniwersytetu w Utrechcie i dwóch holenderskich lecznic dla trzody. To protoparwowirus zgodny genetycznie w ponad 98 proc. z parwowirusem znalezionym wcześniej w odchodach lisów. Do sierpnia 2025 r. objawy u prosiąt zgłosiło ponad 80 holenderskich gospodarstw. Zespół przebadał 18 chorych i 4 zdrowe prosięta, a sekcji poddał 20 sztuk z siedmiu ferm.
Wszystkie dotknięte stada były rutynowo szczepione przeciwko PPV1. Szczepionka na parwowirozę świń nie chroni przed nowym wirusem. Nie wyłapują go też standardowe testy na PPV. Potrzebna jest osobna diagnostyka, którą mają dziś laboratoria w Holandii i na Uniwersytecie Kopenhaskim.
Duńczycy znaleźli wirusa w wątrobach i śledzionach świń ze stada, w którym zwierzęta miały wypchnięte oczy, zmiany skórne, wyłysienia i zahamowany wzrost. Doszły do tego biegunki po odsadzeniu i problemy oddechowe, przy niskiej śmiertelności. Sekwencjonowanie wykazało pokrewieństwo ze szczepami holenderskimi. W dotkniętych miotach objawy obejmowały do 80 proc. prosiąt, a na fermie problem ciągnął się od trzech do sześciu miesięcy.
- Ostatecznego związku przyczynowego między zakażeniem a obserwowanym zespołem objawów jeszcze nie wykazano - zastrzegają badacze z Uniwersytetu Kopenhaskiego.
Poza Holandią, Danią i Belgią syndrom opisano w Niemczech, a samego wirusa wykryto w Hiszpanii. Polski na tej liście na razie nie ma.
Dla polskich tuczarni liczy się kierunek, z którego jadą prosięta. Wirus krąży dokładnie tam, skąd Polska bierze materiał do tuczu. Od stycznia do listopada 2025 r. do kraju wjechało 8 034,5 tys. żywych świń, o 3,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Import samych prosiąt i warchlaków urósł o 4 proc., a przeciętna sprowadzana sztuka ważyła 32,6 kg — to materiał do dalszego tuczu, nie na ubój. Zdecydowana większość przyjeżdża z Danii.
Chcesz sprzedać lub kupić prosięta? Zachęcamy do dodania ogłoszenia w naszej Giełdzie Trzody.
Choroba nie zabija, więc rachunek nie przyjdzie w postaci padnięć. Przyjdzie w przyrostach: prosię z zahamowanym wzrostem wychodzi z odchowu później i w gorszej kondycji, a przy trzy- do sześciomiesięcznym przebiegu na fermie dotyczy to kolejnych miotów.
źródło: DGZ, Royal GD, Emerging Infectious Diseases, Uniwersytet Kopenhaski, GUS




