Artykuł sponsorowany
Rolnictwo

Jeden procent próchnicy to 35 ton masy na hektar. Sama słoma na ściernisku tego nie zrobi

20.08.2026
Udostępnij artykuł:
Kombajny zeszły z pól, słoma leży rozdrobniona na ściernisku. O tym, czy do wiosny zamieni się w próchnicę, czy przeleży zimę w tej samej postaci, decydują trzy rzeczy podane razem: azot, bakterie i wapno. Osobno albo w złej kolejności pracują przeciwko sobie.
zdjecie-1

Słoma to najtańszy nawóz, jaki gospodarstwo ma pod ręką. Po rozkładzie oddaje glebie składniki pokarmowe i buduje próchnicę. Sam rozkład jednak nie rusza z miejsca. Potrzebuje bakterii, a te potrzebują azotu i odczynu, w którym mogą pracować.

Nie każda słoma zachowuje się tak samo. Rzepakowa jest wyraźnie bogatsza w azot niż zbożowa, więc rozkłada się szybciej i mniej się do niej dopłaca azotem z zewnątrz. Słoma po pszenicy czy jęczmieniu jest uboższa. Bakterie, żeby ją rozłożyć, ściągają azot z gleby i konkurują o niego z rośliną następczą. Stąd różnica w dawce: inna po rzepaku, inna po zbożu.

Skala tej roboty tłumaczy, dlaczego efektu nie widać z sezonu na sezon. Podniesienie zawartości próchnicy o 1 proc. wymaga wytworzenia około 35 ton masy na hektarze. W rok ani w dwa tego nie da się nadrobić. To rachunek na lata konsekwentnego zostawiania resztek na polu.

Materiału jest w tym roku mniej niż zwykle. GUS we wstępnym szacunku z 31 lipca ocenił zbiory zbóż podstawowych z mieszankami na 25,3 mln ton, o 4,9 proc. mniej niż rok wcześniej, a rzepaku i rzepiku na około 3,1 mln ton, o 14,4 proc. mniej. Mniejszy plon ziarna to mniej słomy na ściernisku i mniejszy wsad w próchnicę.

Co na słomę po żniwach? Wapno, azot i bakterie w praktyce

Słoma po żniwach to nie odpad, lecz źródło składników pokarmowych dla kolejnych upraw. Aby jednak jej rozkład przebiegał sprawnie, warto zadbać o właściwe warunki glebowe. W materiale wyjaśniamy, od czego zacząć wapnowanie na słomę, jak dobrać dawkę oraz kiedy warto rozważyć alternatywne rozwiązania na ściernisko.

 

 

Bez badania gleby to strzelanie w ciemno

Każdy zabieg na ściernisku zaczyna się od aktualnej analizy gleby. Wynik jest jednak wart tyle, ile sposób pobrania prób. Próby pobiera się w poprzek pola albo po ukosie, z pominięciem obrzeży, uwroci i ścieżek technologicznych. Te miejsca mają za sobą inną historię nawozową i inne zagęszczenie niż reszta pola.

Zagłębienia, wzniesienia i fragmenty o innej klasie gleby idą jako osobne próby. Wrzucone do jednego worka dają średnią, która nie opisuje żadnego kawałka pola. A na tej średniej opiera się potem dawka wapna.

 

Azot, bakterie i wapno muszą się zazębić

Mineralizacja słomy opiera się na trzech składnikach, które działają tylko razem. Azot jest pokarmem dla bakterii. Bez niego namnażanie stoi. Bakterie prowadzą samą mineralizację i humifikację, a na stanowiskach ubogich w mikroorganizmy tę pulę uzupełniają biopreparaty. Wapno ustawia odczyn, w którym bakterie w ogóle pracują.

 

Wysokie dawki azotu zakwaszają glebę, więc azot podany na kwaśne stanowisko pogłębia problem, który ma rozwiązać. Ten sam azot na glebie o uregulowanym pH rozłoży słomę szybciej, a część nakładu nie przepadnie.

Nakład ma cenę. Saletra amonowa kosztowała 12 sierpnia 1750-1900 zł/t w krajowej dystrybucji, a fosfor od lutego podrożał o 15-22 proc. zależnie od nawozu. Azot rzucony na ściernisko, gdzie bakterie i tak nie pracują, to strata w tych samych pieniądzach, za które gospodarstwo kupuje nawóz pod oziminy.

 

Wapno to nie tylko odczyn

Wapnowanie na słomę koryguje pH, ale dostarcza też wapń jako pierwiastek budulcowy dla roślin. Dlatego wapno wjeżdża na pole również tam, gdzie odczyn jest w porządku. Przy pH około 6,5 wapnowanie bywa uzasadnione, jeśli stosunek wapnia do magnezu i potasu jest zaburzony. Sam odczyn tego nie pokaże, pokazuje to analiza.

Na glebach o uregulowanym odczynie dawka rzędu 1 tony wapna węglanowego na hektar poprawia warunki życia biologicznego. Wapno węglanowe rozpuszcza się w kwasach glebowych, nie w wodzie. Reaguje tylko tam, gdzie jest co zobojętniać, więc odczyn nie skacze gwałtownie po jednym rozsiewie.

 

Granulat dla tych, którzy nie mają czym rozsiać sypkiego

Wapno sypkie wymaga rozsiewacza tarczowego albo usługi z zewnątrz. Gospodarstwa bez takiego sprzętu sięgają po wapna granulowane, jak Nordkalk AtriGran, produkowane z mączki wapiennej o wysokiej reaktywności. Rozsiewa je zwykły rozsiewacz nawozowy, tym samym przejazdem co inne nawozy.

Lepiszczem w nowoczesnych granulatach jest melasa. Obniża wilgotność granuli poniżej 1 proc. i stabilizuje ją w transporcie oraz w zbiorniku rozsiewacza, a po kontakcie z wodą przyspiesza jej rozpad na polu. Melasa działa przy okazji jako pożywka startowa dla bakterii glebowych, które ruszają z namnażaniem zaraz po aplikacji.

 

Rozdrobnienie i odstępy między zabiegami

Cała reszta zależy od jakości roboty mechanicznej. Słoma źle pocięta albo zostawiona w wałach za kombajnem rozkłada się nierówno, a razem z nią nierówno rozkładają się azot i wapno. Słoma musi być drobno rozdrobniona i rozrzucona na całą szerokość koszenia. Bez tego reszta zabiegów traci sens.

Azot w formie RSM można podać razem z bakteriami w jednym przejeździe. Wapna z azotem się nie łączy. Między tymi zabiegami zostaje około dwóch tygodni odstępu albo rozdziela je uprawka. Podane razem tracą część składników, zanim bakterie zdążą je wykorzystać.

Okno na te zabiegi jest teraz. Rzepak idzie w ziemię w tych dniach, zboża ozime od września, a wapno rozsiane na ściernisko ma jeszcze czas zadziałać przed zimą. Próchnicy z jednego sezonu nie przybędzie, ale słoma, która rozłoży się do wiosny, nie będzie przeszkadzać w siewie ani ciągnąć azotu spod rośliny następczej.

 

źródło: Osadkowski, GUS

avatar
Redakcja Igrit.pl
Oceń ten artykuł
(0/5 na podstawie 0 głosów